Pobierz najnowsze wydanie Choice

Czym jest Choice?

Eksoc Online Choice to czasopismo internetowe wydawane przez 3 koła naukowe z Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego UŁ: Advisor, Equilibrium i IM-Tech. Magazyn zawiera artykuły dotyczące finansów i podatków, IT i technologii, modelowania w ekonomii oraz ciekawostki z życia studenckiego. Ty też możesz umieścić swój artykuł!


Ekonomia miłości

Data: 2 października, 2012 | Kategoria: Ekonomia i modelowanie | Tagi: , , , ,

Większość z nas pewnie nie wyobraża sobie, co wspólnego mogą mieć uczucia z gospodarką. Miłość i ekonomia to słowa należące do dwóch różnych światów – serca i rozumu, których nie da się pogodzić. Czy na pewno? Otóż nic bardziej błędnego!

Jedno z podstawowych założeń ekonomii stanowi o tym, że jesteśmy istotami racjonalnymi i egoistycznymi. W swoich wyborach kierujemy się rozsądkiem, aby uzyskać alternatywę najbardziej odpowiadającą naszym interesom, a więc maksymalizującą naszą użyteczność. Jak więc odnosi się to do Romea wzdychającego pod balkonem Julii? Dlaczego, jako racjonalne istoty, decydujemy się biegać za ukochaną z kwiatami, inwestować naszą energię i czas w długie zaloty, a potem utrzymanie związku? Czy istnienie małżeństwa da się uzasadnić ekonomicznie?

Mikroekonomia małżeństwa

Usiłując znaleźć odpowiedzi na te pytania, oprzemy się na teorii Beckera, który przeprowadził neoklasyczną analizę małżeństwa. Wykorzystał on podstawowe pojęcia mikroekonomii: zasadę preferencji i rynku dóbr, który w tym przypadku będzie rynkiem matrymonialnym. Każdy z nas dokonuje wyborów tak, aby zmaksymalizować poziom naszej użyteczności. W przypadku małżonków użyteczność ta może być związana z tradycyjnymi dobrami rynku towarowego, ale także ze specyficznymi dobrami wytwarzanymi w małżeństwie. Do nich zaliczymy dzieci, wspólne posiłki, czy wzajemną troskę. To, co jesteśmy w stanie uzyskać w związku – ogólny produkt małżeństwa, można powiązać z nakładami w postaci następującej funkcji:

,

Gdzie: Z – to użyteczność małżeństwa (w sensie ekonomicznym), x – to dobra i usługi rynku towarowego, t – nakłady czasu małżonków (który musi być dzielony między pracę i dom), E – stan otoczenia zewnętrznego. Każdy z członków gospodarstwa domowego dąży do maksymalizacji produktu Z, gdyż to przynosi mu korzyści – podnosi jego poziom satysfakcji. W przypadku osób samotnych funkcja ta wygląda podobnie, ale nakład czasu małżonka wynosi zero.

I tu znajdujemy odpowiedź na postawione pytanie. Do małżeństwa dochodzi wtedy, kiedy zyski (a więc przypadająca nam część produktu Z) uzyskiwane przez nas w małżeństwie są wyższe niż wielkość tego produktu, w przypadku gdybyśmy byli singlami.

Czy to się opłaca?

Dobrze, dobrze… – moglibyście powiedzieć. – Ale czemu właściwie produkt w małżeństwie miałby być kiedykolwiek wyższy? Powodów jest wiele. Jeden z nich to korzyści skali, związane z malejącymi kosztami wspólnego mieszkania, czy gotowania. Jednakże osoby odnoszące korzyści skali nie muszą być przecież w związku małżeńskim, wystarczy że są współlokatorami. Małżeństwo pozwala jednak obniżyć także koszty transakcyjne. Świadczenie przez partnerów wzajemnych usług, takich jak np. ugotowanie obiadu, remont mieszkania czy naprawa samochodu, niweluje wydatki związane z wyszukaniem odpowiedniego specjalisty, wynegocjowaniem ceny, czy kontrolowaniem wykonania. Małżeństwo oferuje także dodatkowe korzyści związane z komplementarnością kobiet i mężczyzn. Powszechnie uznaje się, że mężczyźni są bardziej produktywni w sektorze rynkowym (gdzie uzyskują wyższe pensje), a kobiety w nierynkowym (w pracach domowych). Różnice te wynikają zarówno z odmiennego wychowania, jak i późniejszych doświadczeń. Mężczyźni na ogół spędzają więcej czasu w pracy i przygotowują się do zadań z nią związanych. Kobiety zaś, częściej niż mężczyźni, preferują sektor nierynkowy, wychowywanie dzieci i obowiązki domowe. Co więcej, z każdym rokiem takiej specjalizacji rośnie komplementarność małżonków – stają się oni coraz bardziej produktywni w swoim sektorze, a coraz mniej w drugim. Ta niedoskonała substytucja nakładów czasu kobiety i mężczyzny powoduje, że osoby samotne nie są w stanie wytworzyć równoważnych produktów. Pomiędzy małżonkami zaś następuje wymiana barterowa, a więc w zamian za dobra i usługi z jednego sektora (tego, w którym są bardziej efektywni), otrzymują oni usługi z drugiego sektora (w którym lepiej radzi sobie partner). Ponadto, małżeństwo tworzy pewne dobra specyficzne, podnoszące poziom użyteczności, których nie da się uzyskać będąc samotnym. Najważniejsze z nich to oczywiście dzieci. Do innych zaliczymy m.in. wzajemne wsparcie i znajomość partnerów, a więc wiedzę o tym, jak najlepiej poprawić sobie nawzajem humor, czy jak najprzyjemniej spędzić wspólny wieczór.

To, jak długo będziemy trwać w małżeństwie jest również wynikiem rachunku zysków i strat. Pozostawanie w związku jest bez wątpienia związane z pewnymi kosztami, zarówno finansowymi, jak i emocjonalnymi. Dopóki są one niższe niż uzyskiwane korzyści, jednostka decyduje się uczestniczyć w związku. Wartość małżeństwa w oczach partnerów bardzo podnoszą inwestycje specyficzne (m.in. dzieci), które nie są zastępowalne. Może się jednak zdarzyć, iż uznamy, że nasz związek jest „pomyłką”, co na ogół ma miejsce na skutek uzyskania nowych informacji o małżonku (zmniejszających jego wartość w naszych oczach) lub wiadomości o innych, potencjalnych partnerach (zwiększających koszty alternatywne pozostawania w związku). Kiedy więc zmniejszą się korzyści z małżeństwa lub wzrosną jego koszty będziemy chcieli je zakończyć. Jeśli do tego straty związane z rozwodem uznamy za mniejsze niż zyski wynikające z naprawienia naszej „pomyłki”, dojdzie do rozpadu związku.

Racjonalnie zakochany

Małżeństwo można przedstawić jako ekonomiczny wybór racjonalnej jednostki, ale tu pojawia się kolejna wątpliwość. Tytuł artykułu brzmiał przecież „Ekonomia miłości”, a dotąd rozważania nasze dotyczą wyłącznie małżeństwa. Skoro mamy być rozsądni, to dlaczego w ogóle uwzględniać miłość, biorąc ślub? Czy nie lepiej wybrać partnera, który najbardziej harmonijnie uzupełniałby nasze umiejętności, z którym moglibyśmy wytworzyć największy „produkt”? Dlaczego nie wybrać małżonka racjonalnie, a z osobą którą kochamy (ewentualnie) żyć „na boku”? Nawet jeśli pominiemy normy społeczne, które zabraniają nam takiego rozwiązania, to ekonomia również podpowiada nam, aby brać ślub z osobą,  którą kochamy.

A zatem jak ekonomiści widzą miłość? Uczucie zmienia preferencje partnerów. Miłość do małżonka powoduje, że jego szczęście staje się dla nas ważne. Uszczęśliwienie drugiej osoby jest już nie tylko w jej interesie, ale i w naszym. Nasza funkcja użyteczności zależy w sposób bezpośredni i wprost proporcjonalny od jakości życia małżonka. Oznacza to, że zakochany mąż będzie wolał część swoich dochodów przeznaczyć na konsumpcję żony niż swoją własną. Przekaże jej więc część swoich zysków, a nowa alokacja zasobów będzie bardziej równomiernie rozłożona między małżonkami. Jeśli miłość partnerów jest pełna i wzajemna to produkt małżeństwa będzie dzielony równo pomiędzy nich. Co więcej, łączny produkt jest wyższy dla par zakochanych. Miłość i troskliwość niwelują bowiem potrzebę negocjowania co do podziału zasobów, które wiąże się z dodatkowymi kosztami. Uczucia zmniejszają także niebezpieczeństwo, że któraś z osób nie będzie chciała spełnić swojego świadczenia, lub będzie próbowała przywłaszczyć sobie zbyt dużą część produktu. Jeśli kogoś kochamy to jego jakość życia i dobrobyt mają wpływ na naszą użyteczność. Okradanie drugiej osoby zmniejsza jej zadowolenie, co bezpośrednio i negatywnie wpływa na naszą użyteczność. Jest to zatem nieracjonalne z naszego punktu widzenia. Okazuje się więc, że produkt małżeństwa z miłości jest wyższy. Oznacza to, że jako istoty rozsądne będziemy brać pod uwagę uczucia podczas wyboru partnera.

Ekonomia na co dzień

A więc jednak – ekonomia miłości istnieje! A to dopiero początek… Co z rynkiem matrymonialnym, wyborem partnera, czy podziałem obowiązków? Co w przypadku miłości nieodwzajemnionej? Czy trzeba brać ślub, czy może lepiej żyć „bez papierka”? Wszystkie te aspekty możemy rozważyć racjonalnie, z punktu widzenia ekonomii. Małżeństwo okazuje się być istotnym elementem gospodarki, który nie powinien być pomijany w jej analizach. Ma ono bowiem wpływ m.in. na liczbę urodzeń, tempo wzrostu populacji, poziom aktywności zawodowej kobiet, jak również na dochody, alokację zasobów i popyt gospodarstwa domowego.

Na co dzień jednak może lepiej zapomnieć, że nawet w dziedzinie miłości jesteśmy racjonalni. Ile uroku tracą bowiem uczucia przedstawiane w formie rachunku zysków i strat… Bądźcie więc dalej błędnymi rycerzami, szukającymi swojej drugiej połówki. Jednak jako ekonomiści pamiętajcie, że racjonalnej analizie można poddać każdy aspekt naszego codziennego życia. Co więcej, włączenie do badań dziedzin z pozoru nienależących do ekonomii, wzbogaci je i będzie prowadzić do odkrywczych wniosków. Ekonomia jest wszędzie – wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć!

Barbara Stolarska, SKN Equilibrium